sobota, 6 stycznia 2024

Czelendż 2024: Kolosan 1,1 - Kim jestem?

Co wypłynie z gąbki, jeśli ją ściśniemy? Oczywiście wypłynie to, czym ją wcześniej nasączyliśmy. Zapraszam Cię do ćwiczenia, dzięki któremu nasączysz swój umysł i duszę czymś, co zmieni Twoje życie: w roku 2024 wspólnie nauczymy się na pamięć Listu Apostoła Pawła do Kolosan. Przy okazji rozważajmy ten list i rozmyślajmy o nim... Zaczęliśmy 6 stycznia 2024 r. Dziś poznamy:

Kolosan 1,1: Paweł, z woli Bożej apostoł Chrystusa Jezusa, i Tymoteusz, brat,

Moi drodzy, listy w starożytności wyglądały inaczej niż dzisiaj. Dziś zwykliśmy wkładać listy do kopert, i właśnie na nich umieszczamy adres nadawcy i odbiorcy. W starożytności natomiast zwijano listy w rulon - zwój. Aby dowiedzieć się, kto jest autorem listu, oraz do kogo on jest skierowany, trzeba było rozwinąć początek zwoju, gdyż informacje te zawarte były w pierwszych słowach listu. Autor listu podając swoje imię miał zwyczaj pisać o sobie kilka słów, tak aby przybliżyć czytelnikowi swoją sylwetkę.

Gdybyś miał podsumować to, kim w istocie jesteś, w jednym zdaniu, to co byś napisał? Prawda, że odpowiedź na to pytanie nie jest łatwa? Zanim przeczytasz dalszą część mojego rozważania, zastanów się przez chwilę, jakie słowa najpełniej opisują Twoją tożsamość: ojciec lub matka, mąż lub żona, Polak, patriota, pracownik takiej czy innej firmy? Biorąc pod uwagę, że możesz napisać tylko jedno zdanie, dobór słów nie może być przypadkowy, lecz powinien być wynikiem bardzo głębokiej refleksji.

A teraz spójrzmy, jakimi słowami przedstawił się autor Listu do Kolosan.

Paweł... Z Dziejów Apostolskich dowiadujemy się, że gdy ukamienowano Szczepana, całemu wydarzeniu przyglądał się niejaki Szaweł z Tarsu. Ten ortodoksyjny i starannie wykształcony Żyd pałał wielką nienawiścią do chrześcijan. Gdy dowiadywał się, że jakiś dom zamieszkują chrześcijanie, wkraczał do niego, wywlekał zarówno mężczyzn jak i kobiety i wtrącał ich do więzienia. Pewnego razu Szaweł udał się do arcykapłana z prośbą o listy uwierzytelniające do synagog w Damaszku. Chciał bowiem i tam przyczynić się do zniszczenia Kościoła. Gdy zbliżał się do Damaszku, nagle oślepiła go światłość. Szaweł upadł na ziemię, zaś z nieba odezwał się głos: "Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz?" Pod wpływem tego widzenia Szaweł nawrócił się do Jezusa Chrystusa, przyłączył się do Kościoła, a następnie sam zaczął gorliwie głosić Ewangelię. W taki oto sposób z gorliwego prześladowcy chrześcijan stał się gorliwym apostołem, prowadząc działalność misyjną zwłaszcza wśród pogan. Aby ułatwić kontakty ze środowiskiem nieżydowskim, Szaweł przybrał rzymskie imię Paweł.

Gdy Jezus Chrystus powołał Pawła na apostoła, objawił mu, że zaniesie Ewangelię "do królów i pogan", a także że będzie musiał wiele wycierpieć. Zastanawiam się, jakie myśli przyszłyby mi na myśl, gdybym to ja odebrał takie słowo od Pana. Wydaje mi się, że oczekiwałbym, że Jezus Chrystus nada mi wysoki status społeczny, dzięki któremu uzyskam bezpośredni dostęp do królów. Nic bardziej mylnego! Apostoł Paweł głosił bowiem Ewangelię królom jako ich podsądny. Kościół, moi drodzy, nie jest miejscem samorealizacji, lecz uświęcenia, a Panu Jezusowi bardziej zależy na naszej dojrzałości niż chwilowej euforii. 

Dlatego też List do Kolosan napisał Apostoł Paweł z więzienia, świadomy tego, że niedługo zginie śmiercią męczeńską. Niewątpliwie wszystkie jego zachowane listy są natchnione i święte, i mogą posłużyć nam do zdobywania mądrości, która prowadzi do zbawienia przez wiarę w Jezusa Chrystusa. Niemniej jednak list napisany w tak trudnych okolicznościach można potraktować jako swego rodzaju duchowy testament Apostoła. Nikt w obliczu zbliżającej się śmierci nie rzuca bowiem słów na wiatr. Zatem czytając List do Kolosan zróbmy to z należytą atencją i w zadumie przystańmy przy każdym słowie, niczym przy nagrobku cenne dla nas osoby. Niech lektura spuścizny Apostoła Pawła będzie dla nas duchową ucztą, a nie spożytym naprędce posiłkiem w barze szybkiej obsługi!

... z woli Bożej... Jezus Chrystus zapewnił nas, że nic na tej ziemi nie dzieje się bez Bożego przyzwolenia, nawet wróbel umiera w czasie wyznaczonym mu przez Boga. W Modlitwie Pańskiej wypowiadamy natomiast słowa "bądź wola Twoja". Słowa o tym, że nic nie wymyka się Bożej woli, powinna napełnić Twoje serce spokojem. Idąc na trudny egzamin, pamiętaj, że Bóg panuje również nad srogim egzaminatorem. Próbując załatwić skomplikowaną sprawę w urzędzie, pamiętaj, że Jezus Chrystus jest Panem panów i Królem królów. Udając się do szpitala, pamiętaj, że to Jezus poprowadzi rękę lekarza w czasie zabiegu operacyjnego. 

Nic na tym świecie nie dzieje się bez woli Bożej, zaś najbezpieczniejsze miejsce, jakie można sobie wyobrazić to centrum woli Bożej - bycie w miejscu i o czasie, który zaplanował dla nas Bóg, aby czynić Jego dzieła. 

Wydawać by się mogło, że skoro tak się rzeczy mają, to wszyscy powinniśmy pragnąć woli Bożej. Pozwól jednak, że zadam Ci dwa pytania, które pomogą Ci uzmysłowić sobie, co też znaczą słowa "bądź wola Twoja". Najpierw pomyśl o rzeczy, której pragniesz w życiu najbardziej... Zdrowie? Dostatek? A może własny dom i szczęśliwa rodzina? A teraz powiedz, czy byłbyś gotów zrezygnować z tej rzeczy, jeśli Jezus by tego od Ciebie zażądał? A teraz pomyśl o rzeczy, której najbardziej się w życiu obawiasz... Ciężka choroba? Bieda? A może samotność? Czy byłbyś gotów mimo wszystko przyjąć los, który chce Ci podarować Bóg? Jeśli na oba pytania odpowiedziałeś twierdząco, to znaczy, że słowa "bądź wola Twoja" wypowiadasz z głębi serca. Jeśli natomiast nie chcesz przyjąć każdego doświadczenia, które Bóg chce Ci podarować, to znaczy, że nie podążasz szczerze za Jezusem, który powiedział, że każdy "kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa". 

Bóg ma dla Twojego życia wspaniały plan. Zapragnij Jego woli z całego serca, ponieważ to, co przygotował dla Ciebie Bóg, jest nieporównywalnie doskonalsze niż to, o czym Ty sam jesteś w stanie zamarzyć.

... apostoł... Słowo apostoł wywodzi się z języka greckiego, w którym oznacza "posłany". Pismo mówi, że gdy Chrystus postanowił powołać pierwszych apostołów, wezwał do siebie tych, których sam chciał, a następnie ustanowił dwunastu, aby byli z Nim i aby posłać ich do głoszenia. Oznacza to, że żaden człowiek nie jest władny samemu powołać się do służby apostolskiej. Do służby apostolskiej powołuje sam Jezus Chrystus tych, których uważa za godnych, zaś istotą tej posługi jest bycie w bliskiej zażyłości z Jezusem oraz głoszenie Jego Ewangelii. 

Służba apostolska nie jest łatwa. Apostoł Paweł mówi w jednym ze swoich listów, że jego życie naznaczone jest uciskami, przeciwnościami, utrapieniami, chłostami, więzieniami, trudami, a nawet doświadczeniem głodu. Owych prześladowań doświadczał ze strony pogan, którym głosił Ewangelię, ale nierzadko również ze strony fałszywych braci. 

Apostołowie Pana Jezusa wszędzie tam gdzie głosili Ewangelię natrafiali opór ze strony wrogo usposobionego społeczeństwa. Ktoś mógłby w tym momencie nabrać wątpliwości, po cóż się pchali tam, gdzie ich nie chcieli. Otóż apostołowie, podobnie jak wszyscy inni chrześcijanie, nie są zaproszeni, lecz posłani. Jesteśmy posłani przez Stwórcę tego świata i wszystkiego, co go wypełnia, dlatego winniśmy przedkładać Boże nakazy nad upodobania pogrążonych w grzechu ludzi.

... Chrystusa... Chrystus to zaszczytny tytuł przysługujący królom, kapłanom i prorokom. Tytuł ten wywodzi się z języka greckiego, w którym oznacza "namaszczony drogocennymi olejkami". Jego hebrajskim odpowiednikiem jest "mesjasz". Pan Jezus pełni każdą ze wspomnianych wcześniej posług. Jest królem, ponieważ w pełni panuje nad całym otaczającym Cię światem i nic nie wymyka się spod Jego kontroli. Jest kapłanem, ponieważ poprzez swoją śmierć na krzyżu, umożliwił Ci bezpośredni i nieograniczony dostęp do Boga, co jest istotą służby każdego kapłana. Jezus jest także prorokiem, ponieważ wypowiedział słowa, które pragnie objawić Ci Bóg. Z czasem tytuł Chrystus zaczął funkcjonować jako drugi człon imienia własnego Jezusa z Nazaretu.     

... Jezusa... Imię Jezus swymi korzeniami sięga języka hebrajskiego, w którym oznacza Jahwe jest zbawieniem. Imię Jahwe Bóg objawił Abrahamowi jako jedno ze swoich imion. Oznacza ono dosłownie "ten, który jest", w czym zawiera się natura Boga: jego zdolność do samoistnego istnienia. Bóg bowiem nie został stworzony ani nie potrzebuje od nikogo pomocy. On sam jest źródłem wszystkiego i to on podtrzymuje swą własną mocą życie lub istnienie każdego powołanego przez Niego bytu. Jakże nierozumnie postępują wszyscy ci, którzy odrzucają istnienie Boga, zaś początków wszechświata doszukują się w naturalnych i przypadkowych procesach. W myśleniu takim nie ma ładu ani składu. Jeśli bowiem świat powstał w wyniku wielkiego wybuchu skondensowanej materii, to trzeźwy umysł wcześniej czy później musi zadać pytanie: Skąd wzięła się owa materia i kto dostarczył jej energii potrzebnej do wybuchu? Podobnie ci, którzy wierzą, że przypadek sprawił, iż przed wiekami powstała pierwsza żywa komórka zdolna do dalszego rozmnażania i ewoluowania ku bardziej złożonym i doskonalszym organizmom, nie pytają, dlaczego do chwili obecnej w żadnym laboratorium na świecie nie udało się tego procesu powtórzyć? Wszak znany jest skład chemiczny żywej komórki? Jakże to przez tyle lat za pomocą podgrzewania, potrząsania i poddawania wszelakim zabiegom nie udało się uczonym przekształcić nieożywionej materii w żywy organizm, zdolny do rozmnażania się? Otóż nie udało się dlatego, ponieważ przekształcić nieożywioną materię w żywy organizm, a zatem wskrzesić z umarłych, może tylko Absolut - Ten, który ma życie sam w sobie, oraz ma moc, by to życie podarować komu zechce. 

W imieniu Jezus zaszyta jest dla nas jeszcze jedna wiadomość. Otóż Bóg, który jest źródłem życia, jest też źródłem naszego zbawienia. Istotą wielu religii światowych jest dążenie człowieka do osiągnięcia stanu, który możemy nazwać zbawieniem. Tak więc pod każdą szerokością geograficzną prowadzone są modły i medytacje, posty i celebracje, wszelkiego rodzaju ćwiczenia duchowe, a nawet samookaleczanie się, a wszystko po to, by udoskonalić się na tyle, aby samodzielnie lub z niewielkim wsparciem bóstwa dostąpić owego zbawienia. Chrześcijaństwo jest natomiast religią zgoła odmienną. W chrześcijaństwie to nie człowiek dysponuje zestawem narzędzi potrzebnych do budowy drabiny, która prowadzi do Boga, lecz to Bóg czyni dla człowieka wszystko, aby przyciągnąć go do siebie. Jako dobry Ojciec wychodzi na przeciw grzesznego człowieka, gdy on nurza się jeszcze w swoich grzechach, i ani myśli by je porzucić. Miłość Boga polega wyraża się bowiem przede wszystkim w tym, że Bóg postanawia nas wybawić od zła, które sami na siebie ściągnęliśmy, zanim jeszcze udało nam się zrobić lub pomyśleć cokolwiek dobrego. Człowiek, który trwa w grzechu, przypomina topielca, który nabrał już wody do płuc i opada na dno. Człowiek taki nie jest w stanie podjąć żadnych działań, które mogłyby się przyczynić do jego ocalenia. Jedyną jego szansą na ratunek jest przybycie ratownika, który go pochwyci, wciągnie na pokład łodzi, wypompuje wodę z płuc, przywróci czynności życiowe, odwiezie na ląd i odda w ręce ludzi, którzy zadbają o jego dalszą rekonwalescencję. 

To Bóg jest Twoim zbawicielem. A to oznacza, że gdy pierwszy raz pomyślałeś o Bogu, było to z Jego poruczenia. Gdy przeczytałeś pierwszy werset Biblii, stało się to dzięki Niemu. Gdy uświadomiłeś sobie swój grzech i jego konsekwencje, stało się to za Jego sprawą. Wszelkie duchowe dobro, które otrzymałeś, otrzymałeś dzięki Bogu, który zlitował się nad Tobą, gdy opadałeś na dno morza grzechu, aby w rezultacie wpaść ostatecznie do jeziora ognia, w którym przez całą wieczność musiałbyś płakać i zgrzytać zębami, wiedząc, że nikt i nic nie odmieni już Twojego losu. 

... i Tymoteusz... Za współautora Listu do Kolosan Apostoł Paweł dobrał sobie Tymoteusza, aby, zgodnie z Pismem, na zeznaniu dwóch lub trzech świadków opierała się każda sprawa. Tymoteusz był bardzo młodym człowiekiem, którego Bóg powołał do służby i przydał Apostołowi Pawłowi za pomocnika. Urodził się w rodzinie mieszanej, w której matka była nawróconą chrześcijanką, ojciec zaś poganinem. Kiedy rozmyślam o Tymoteuszu, za każdym razem nachodzi mnie refleksja o wieku, który jest najwłaściwszy by się nawrócić. 

Z jednej strony nawrócenie się w starości, a zwłaszcza tuż przed śmiercią, ma swoje walory. Człowiek stary więcej rozmyśla o wieczności i jest mniej podatny na młodzieńcze pożądliwości. Gdy człowiek stary nawróci się do Chrystusa, niewiele może go już odwieść od raz obranego celu. Z drugiej strony człowiek, który nawraca się w wieku starczym, ma za sobą całe życie przeżyte bez Boga, w opozycji do Jego praw. Często życie takie było pełne błędów, których konsekwencji nie da się wymazać. Czyż nie jest czymś tragicznym poświęcić całe życie na realizację własnych namiętności oraz pełnienie woli diabła? O ileż lepiej byłoby nawrócić się w młodości i całe swoje dorosłe życie złożyć Chrystusowi jako ofiarę żywą! 

A poza tym, skąd wiesz, że Bóg da Ci długie życie? Wczoraj przeminęło, jutro nie należy do nas. Być może dzień dzisiejszy będzie naszym ostatnim... Jeśli więc jesteś młody, pójdź w ślady Tymoteusza, i oddaj życie Jezusowi jeszcze dziś. Bóg z pewnością przyjmie Twój dar i poprowadzi Cię wspaniałą drogą, o które nawet nie śniłeś. 

... brat... Kiedy słyszysz słowo "Kościół", co przychodzi Ci na myśl? Jakie jest Twoje pierwsze skojarzenie? Czy przed Twoimi oczami staje sala, w której równo ustawione są ławki lub krzesła? A nabożeństwo? Czym ono jest? Czy jest to spektakl jednego aktora, odgrywany zawsze wedle tego samego scenariusza, na który przychodzi się jak do teatru, by po jego zakończeniu pospiesznie opuścić salę, mijają obojętnie innych widzów? Jeśli z takim "kościołem" miałeś do tej pory do czynienia, to wiedz, że nie był to z pewnością Kościół Jezusa Chrystusa. Kościół jest wspólnotą żywą, złożoną z chrześcijan napełnionych Duchem Świętym. Kościół jest rodziną, a więzi pomiędzy poszczególnymi członkami Kościoła są tak zażyłe, że chrześcijanie nazywają się braćmi i siostrami. Jesteśmy jedną wielką rodziną, ponieważ mamy tego samego Ojca w niebie. 

Kościół, podobnie jak każda rodzina, nie jest tworem doskonałym. W Kościele, podobnie jak w rodzinie, ludzie czasem ranią się i sprawiają sobie wzajemnie przykrości, lecz nigdzie rany nie zabliźniają się tak szybko jak w zdrowej rodzinie i w Bożym Kościele właśnie.  

Gdy nawrócisz się do Jezusa, Bóg podaruje Ci braci i siostry. Niektórzy z nich będą bliżej Jezusa, lecz życie innych będzie dalekie od ideału. Tych pierwszych Bóg da Ci, byś miał kogo naśladować, a w razie problemów, by miał Cię wesprzeć słowem i czynem. Jednak o wiele cenniejsi i ważniejsi są ci drudzy, mało jeszcze podobni do naszego Pana i Zbawiciela. Tych otrzymasz, abyś nauczył się kochać bezwarunkowo tych, którzy nie zasługują na Twoją miłość, tak jak Chrystus pokochał Ciebie, gdy na to nie zasługiwałeś. Jest to wielka sztuka, której będziesz uczył się w Kościele. Dlatego, jeśli Twoje serce przylgnęło już do Jezusa, czym prędzej poszukaj zgromadzającej się w pobliżu społeczności chrześcijan - szkoły, w której Bóg zedrze z Ciebie łachy grzechu i głupoty, i przyoblecze Cię we wspaniałą szatę - miłość do innych ludzi.

----------

Poznawaj Biblię razem ze mną poprzez kursy biblijne online, podcasty lub uczestnictwo w klubach biblijnych: www.superbiblia.pl


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Protestantyzm a sprawa polska

  Często jestem pytany: czy protestantyzm jest religią niemiecką oraz czy Polak musi wyrzec się polskości, aby zostać protestantem. Otóż prz...